Traktat o bieli
Biel. Jasność. Światło.
Biel może być mleczna, kredowa, perlista jak śmiech lub kremowa, jak śmietanka. Nieskazitelna i gładka, jak porcelanowa filiżanka. Przygaszona, zszarzała, matowa. Skojarzenia.
Komunijny sweterek. Taki miał być tytuł. Taki miał być projekt. Kto by pomyślał, że wyjdzie z tego cały traktat?
Jaki wzór wybrać na komunijny sweterek?
Najpierw 2 razy zmieniłam wzór. Ostatecznie na ten: kardigan Agnes. Z małą modyfikacją - dół i rękawy, zamiast zwykłym ściegiem francuskim, postanowiłam wykończyć bardziej ozdobnym (schemat z tego wzoru).
Potem zmieniłam włóczkę. Drops Baby Merino, przerabiany w 2 nitki na drutach 4 – w próbce wyglądał ok, ale gotowy karczek przypominał sztywną zbroję. Zamówiłam więc Florę. Jest cieńsza, lżejsza no i z włoskiem, więc sweterek będzie trochę puchaty.
Zniecierpliwiona już byłam sobą, ciągłymi zmianami w projekcie, próbami, które są nie dość. Może taki etap przychodzi w działaniach twórczych. Na początku wszystko cieszy, każdy rządek oczek, choćby krzywych, fason ciut przydługi, każdy własnoręcznie uczyniony gniotek. Wraz z przyborem mocy, umiejętności i wiedzy, rośnie apetyt i ambicja. Dochodzi się do chwili, gdy po prostu rzecz ma wyglądać tak, nie inaczej, bez żadnych ustępstw, kompromisów. I aby kontynuować pracę, trzeba być do projektu przekonanym na 150%.
Pierwotnie oszacowany czas wykonania - maksymalnie 2 tygodnie – wydłużył się już do ponad miesiąca. Czas nie był jednak stracony. Dowiedziałam się znów czegoś o włóczkach, wzorach, o sobie. A gdy przyszła paczka z Florą, miałam chwilę natchnienia na fotografowanie. Martwa natura w bieli. Ćwiczenia.
Jak fotografować biel?
Najlepiej wyszło z użyciem "efektu rozjaśniania", dostępnym w moim aparacie.
Akurat czytałam wówczas książkę pt. "Biały szlak", autorstwa brytyjskiego ceramika Edmunda de Waal. Książka o porcelanie czyli o pasji, ogniu, odkrywaniu, pięknie, podróżach. Okazuje się, że biel ma też swoją ciemną stronę. Polecam :)
Sweter został ukończony i zblokowany przed Wielkanocą, dosuszany w wiosennym słońcu. Ach, jaka piękna była pogoda, wszystko zaczęło rozkwitać! Na „po świętach” umówiłam się z koleżanką na odbiór, tylko guziki zostały do przyszycia. Wielkanoc też była w bieli :)
Gdy przyszyłam guziki, rozłożyłam całość. I Zbladłam. Zamarłam. Zdębiałam. Front był zdecydowanie ecru, a tył mleczno-biały. Na bokach przebiegała wyraźna granica odcieni. Niedowierzając, spytałam córkę, jakie kolory widzi.
„Mamo, to jest żółte!” – krzyknęła. Oto, jak bardzo ecru był przód!!! Łzy napłynęły mi do oczu. Co robić?! Jak to się mogło stać?! Czy zdążę nowy sweter zrobić, skoro tyle czasu już zmarudziłam?! No nic, nie popadajmy w spazm rozpaczy. Napijmy się herbaty. Zalałam torebkę ulubionej Earl Grey. Wtedy jasna myśl się przebiła:
„Poradźmy się wujka Googla!”
Jak wybielić wełnę?
Moczenie w sodzie.
Znalazłam w kuchni niecałą torebkę sody oczyszczonej. Rozpuściłam jej zawartość w misce wody i zanurzyłam sweter. Przeleżał tak kilka godzin, aż dostarczony został kolejny środek.
Nadtlenek wodoru.
Czyli – woda utleniona.
Jest w tym sens, pomyślałam, przecież włosy rozjaśnia się wodą utlenioną, a wełna to włosy! Sporządziłam przepisowy roztwór z wodą w proporcji 1:8. Dzianina moczyła się przez całą noc. Po tych wzmożonych kąpielach stała się jeszcze bardziej puszysta i miła. Granica odcieni na bokach zanikła! Hura! Jednak nie odeślę tego projektu do alei wstydu.
Grande Finale
Co czuje dziewiarka, gdy widzi swoje dzieło podczas ważnej uroczystości, okrywające główną bohaterkę, w tak podniosłym momencie? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Sami ją sobie dopiszcie. ;-)
Z uroczystości nie mam zdjęć. Zrobiłyśmy szybką sesję dopiero latem, przy okazji kolejnego projektu.
________________________________
Nie dawała spokoju myśl: dlaczego sweter zżółkł z jednej strony? Przypomniała mi się przygoda Barbary Kwater, prowadzącej vlog "Komplety dziewiarskie". Jedwabną, limonkową bluzkę suszyła w ogrodzie, a za płotem akurat zaczęła pylić sosna u sąsiada. Pyłki sosny osiadły na wilgotnej dzianinie i złączyły się z włóknem, co dało inny odcień (opowieść w tym filmiku, 25 min.) Prawdopodobnie ja również zostałam zdradzona przez naturę ;) Przecież wiał silny wiatr, roznosił pyłki, kurz (ponoć nawet piasek z Sahary!), a ponieważ suszyłam na płasko, tylko przód się zabarwił.
Uważajcie na suszenie w ogrodzie, na tarasie, na zewnątrz!!! 😱
Podziwiam cierpliwość, no mnie by chyba trafiło z drugiej strony nie wpadłabym na to że to natura psikusa zrobila.Sweter wyszedł cudownie ,pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ula :))) Cierpliwość przy robótkach ręcznych ćwiczy się regularnie i jakby niezauważalnie ;) Pozdrawiam!
UsuńW trakcie lektury posta też się głowiłam, dlaczego sweterek robiony w jednym kawałku miał różnicę w odcieniu na przodzie i tyle. Nie mogła to być wina włóczki.
OdpowiedzUsuńNo i wyjaśniło się 😆
Dobrze, że domowe sposoby wybielania podziałały. Zapamiętam. Może kiedyś się przydadzą.
Sweterek wyszedł piękny, taka skromna elegancja. Tak jak przystoi w dniu Pierwszej Komunii.
I widać, że córka zachwycona.
Dziękuję Bokasiu za komentarz :))) Takie wybielanie można też ponoć zastosować, gdy białe wełniane wyroby pożółkły ze "starości".
UsuńCo prawda to córka koleżanki, ale robiłam jak dla rodzonego dziecka ;)
Piękna dziewiarska opowieść, wiele w niej jasności, wiele skupienia a także emocji. Znam je, znam, i nam ten pył znad Sahary też dał się we znaki na upranej pościeli . Ja ciągle uczę się robić zdjęcia i ciągle zdumiewa mnie, że wcale nie jest tak łatwo oddać rzeczywisty kolor dzianiny, czasem z niewielką rzeczą jaką jest skarpetka muszę poczekać dzień lub dwa, bo albo albo za ciemno w mieszkaniu, albo słońce razi. Sweterek komunijny uroczy i sesja udana, i piękny Twój portret w białej koszuli.
OdpowiedzUsuńDziękuję Mario za refleksyjny komentarz :))) A o tym fotografowaniu udziergów to chyba specjalny post będzie, bo to temat obszerny, jak porządny oversizowy sweter ;)))
UsuńPiękny sweterek. A wszyscy mi się dziwię że nie lubię suszyć na słońcu, co z tego że szybciej schnie jak się odbarwia z nasłonecznionej strony, dlatego zawsze suszę w pokoju w takich samych warunkach i w tej samej temperaturze. Ale w Twoim przypadku kąpiele pomogły a efekt jest boski !!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
O, tu przemawia głos doświadczenia i rozsądku! Też będę suszyć tylko w środku :)
UsuńSweterek uroczy i bardzo elegancki - stał się osnową przypowieści o bieli i zażółceniu. Poradziłaś sobie kapitalnie ze wszystkim. Gratulacje.
OdpowiedzUsuńDziękuję Antonino :))) Takie właśnie chcę mieć wspomnienie z tej historii - że sobie jednak poradziłam ;)
UsuńAż trudno uwierzyć, żeby kolor mógł się tak zmienić! Dwa razy przeczytałam to, co napisałaś. Jak dobrze, że udało się ten prześliczny sweterek uratować!
OdpowiedzUsuńTeż było mi trudno uwierzyć, dobrze że znalazłam możliwe rozwiązanie, bo spać po nocach bym nie mogła ;-)
UsuńPrzepiękny.
OdpowiedzUsuńDziękuję :)))
Usuń